Rodzicielstwo zaczyna się od relacji z samym sobą. Nauczycielstwo też.

Przypomnij sobie swoje dzieciństwo. Momenty, kiedy czułeś/aś się źle. Kiedy czułaś/eś się dobrze. Swoje relacje ze znaczącymi dorosłymi – rodzice, dziadkowie, opiekunowie, nauczycielki, panie przedszkolanki. Co Cię najbardziej bolało?

A może nie za bardzo pamiętasz? Jeśli nie pamiętasz, posłuchaj wewnętrznego głosutego krytycznego, który na co dzień Ci przypomina, co jest z Tobą nie tak, mówi jaki powinieneś być, a nie jesteś, wypomina Ci każdą porażkę i błąd. Czy przypomina Ci czyjś głos? To prawdopodobnie wypadkowa wielu głosów. A może masz w sobie też pozytywny, wzmacniający głos, który motywuje Cię w łagodny sposób, a w trudnych momentach stanowi oparcie?

Teraz zapomnij o swoim dzieciństwie. Na chwilę. Pomyśl o swojej relacji z dziećmi. Co im przekazujesz? Czy masz w sobie zgodę na siebie i na nie? Na to, że błąd to po prostu błąd, a nie katastrofa? Zgodę na emocje, i te przyjemne, i te trudne? Spokój? Akceptację i przekonanie, że świat nie jest ani dobry, ani zły, ale trochę taki, trochę taki? Że ludzie nie są może doskonali, ale z gruntu raczej chcą dobrze, a że czasem nie potrafią…? A Ty potrafisz? Czy umiesz odnaleźć szczęście w drobnych chwilach i zarazić tym szukaniem go w drobiazgach i większych rzeczach innych? Czy umiesz się cieszyć z ich sukcesów i wspierać ich w szukaniu własnych sposobów na życie? Czy wierzysz w siebie i w innych ludzi – że potrafią, że na pewno znajdzie się sposób, że najważniejsze jest pytanie „Jak…” a nie „Czy…”? Czy masz do siebie dystans, który pozwala Ci nie zawsze postąpić tak, jak podpowiadają Ci emocje i schematy?

To, co przekazujemy dzieciom, to nie tylko słowa. To też emocje. Zwłaszcza w pierwszym okresie życia – tym przedjęzykowym, kiedy dziecko chłonie każdy nasz wyraz twarzy, ton głosu, naszą radość i spokój, ale niestety też nasze napięcie i zdenerwowanie. Później też – ten przekaz niewerbalny nadal jest silny. No i nasze zachowanie, podejście do świata i innych ludzi. Zdarza się, że dziecko dostaje podwójny komunikat w stylu „Nie rób tak, jak ja robię, tylko jak mówię.” Dostaje też wiele słów, które mogą wzmocnić albo podkopać jego poczucie wartości. Słów oceniających. Przepowiadających przyszłość. Zamykających nieraz w schematach. 

Nieważne czy jesteś rodzicem czy nauczycielem. Twoje przekonania, gesty, słowa, emocje są ważne. Tworzą przyszłych ludzi. Szczęśliwych lub nie. Przyszły świat.

A to wszystko zaczyna się od relacji z samym sobą. Twojej relacji z własnym wewnętrznym dzieckiem, umiejętności radzenia sobie z własnymi emocjami, stosunku do ludzi i świata, łagodności i akceptacji wobec samego siebie. I od uważności. Bo rodzicielstwo i nauczycielstwo wymaga od Ciebie, byś zachował spokój i rozsądek wtedy, kiedy dzieci nie potrafią. To Ty masz je przeprowadzić przez tę wyboistą ścieżkę oswajania emocji, uczenia się koncentracji, funkcjonowania w świecie, właściwego zachowania nawet wtedy, kiedy emocje krzyczą „Krzycz!”. Nie nauczysz go tego po prostu mówiąc jak ma być. Poganiając. Mówiąc, że jest leniwe. Albo niezdarne. Albo że się nie uczy, a powinno.

Zacznij patrzeć, słuchać, obserwować. Najpierw siebie. Swoje emocje i myśli. Potem dzieci. Pytaj dlaczego? Co mnie wyprowadza z równowagi? Dlaczego? Co nie pozwala mojemu dziecku zachowywać się właściwie w tej sytuacji? Co utrudnia moim uczniom naukę? 

Złagodniej. Dla samego siebie i dla innych. Zapomnij o swoich schematach. Urazach.

I bądź najlepszą wersją rodzica, nauczyciela, opiekuna – taką, jakiego sam byś chciał mieć, kiedy byłeś mały.

 

 

Reklamy

6 uwag do wpisu “Rodzicielstwo zaczyna się od relacji z samym sobą. Nauczycielstwo też.

    • Dziękuję 🙂 Jest z serca, z przemyśleń, z praktyki. I z wiedzy na temat mózgu i rozwoju dziecka. Mam nadzieję, że po nim ludzie zdecydują się na wgląd w siebie – bo zdaję sobie sprawę, że może wywołać co nieco sprzeciwu. Macierzyństwo (i rodzicielstwo) jest dużą okazją do pracy nad sobą – ja też nie ustaję w pracy i cały czas odkrywam coś jeszcze. Powodzenia w pracy nad sobą – to w sumie wspaniała przygoda, czyż nie?
      Pozdrawiam ciepło 🙂

      Lubię to

    • 🙂 Tak, ja też jestem wdzięczna za to swoim dzieciom – naprawdę można się od nich nauczyć bardzo dużo. Uważności, cierpliwości, łagodności, zrozumienia tego, co ważne. Pozdrawiam ciepło 🙂

      Lubię to

      • To prawda. A z drugiej strony w każdym dziecku można znaleźć „to coś”, co sprawi, że przestanie dla nas być „leniem”, „niezdolnym uczniem”, „niegrzecznym dzieckiem”, a stanie się zachwycającą jednostką ludzką, której trzeba pomóc w rozwoju. Której chce się pomóc w rozwoju. Tylko często przeszkadzają w tym własne schematy myślowe, własne emocje, stres, przeciążenie. Na pewno nie jest łatwo – nie w każdym przypadku. Ale to my, dorośli, niesiemy pewną odpowiedzialność. A z tą odpowiedzialnością też ogromne możliwości.

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s